• rss
  • Twitter
  • youtube
  • Facebook:
  • Google Plus:

Obserwuj nas:

Starlet KP60

Starlet KP60

Za stary na co dzień, za młody na zabytek

Wedle telewizyjnej reklamy, Toyota powinna przetrwać na drodze średnio 20 lat. Odejmując auta, które zostały skasowane w wypadkach, wychodzi na to, że wiek ten może wynosić nawet 25 lat. Nie ma więc chyba nic dziwnego w tym, że na co dzień jeździ się Toyotą z 1984 r. Taką jak Starlet KP60.

Historia tego samochodu jest dość banalna. Od lat szukałem w Polsce tylnonapędowego Starleta, który wydawał mi się logicznym nabytkiem po tym, jak sprzedałem AE86 z gaźnikowym silnikiem 4A-C i instalacją LPG oraz rozbito moją Corollę EE90, także gaźnikową. Niestety, dwuletnie poszukiwania nie przyniosły rezultatów innych niż takie, że jednego zardzewiałego KP60 znalazł mój znajomy i kupił w celu przerobienia na rajdówkę, a ja w archiwum Allegro trafiłem na trzy oferty sprzedaży takiego auta w ciągu ostatnich lat. W tym znalazły się dwa całkowicie przerdzewiałe hatchbacki i jedno białe kombi, z którym nie wiadomo co się stało, ale prawdopodobnie trafiło do Holandii lub Niemiec. I wtedy właśnie znajomy poinformował mnie o tajemniczej kolekcja Toyot spod Bratysławy, a jako zachętę przysłał zdjęcie idealnego Starleta KP60. Po dotarciu na miejsce okazało się, że Starlet jest tylko jednym z unikatów w tej kolekcji, przy tym zdecydowanie najlepiej zachowanym, a kolekcjoner zgodził się go sprzedać. Samochód trafił do Polski na lawecie, gdzie po korowodach urzędowych został zarejestrowany.

Wiele osób pyta ile zapłaciłem za Starleta. Tego nie zdradzam, ale proponuję czytać katalogi cenowe niemieckiego czasopisma Oldtimer Markt, ponieważ nie odbiegają one od prawdy. Jeśli ktoś uważa, że takie samochody – w takim stanie – w Europie Zachodniej kosztują 50 euro, to czas zweryfikować poglądy.

Starlet po przejrzeniu okazał się być w znakomitym stanie, z wyjątkiem może luzów w przekładni kierowniczej, do której nie ma zestawu naprawczego. Co jednak jest również do zwalczenia, bo mam już wstępną listę samochodów, od których powinien taki zestaw pasować. Drugim problemem jest zerowa skuteczność przednich lamp, ale są one nadal dostępne w sprzedaży i kosztują przy tym grosze (400 zł za dwie sztuki).

Auto miało do tej pory jedną właścicielkę, która użytkowała je przez 26 lat, potem Starlet trafił do ukrytej w wielkiej stodole kolekcji. Przejechał zaledwie 70 tys. km i nie ma żadnych śladów zużycia ani rdzy, co jest niebywałe w tym modelu. Ciekawostką jest też to, że został zarejestrowany jako nowy już po zakończeniu produkcji tego modelu i jest to jeden z ostatnich wyprodukowanych na rynek europejski egzemplarzy, w dodatku w konfiguracji z wiśniowym wnętrzem, co jeszcze dodaje mu uroku lat 80-tych. Z drugiej strony, jest niezwykle przestronny i praktyczny. Z zewnątrz wygląda jak stylistyczna pomyłka, w środku ma mnóstwo miejsca, wielki bagażnik oraz składaną i dzieloną tylną kanapę. Można śmiało jeździć nim z rodziną, oczywiście jeżeli rodzina nie ma wymagań typu „ESP i 10 poduszek powietrznych" oraz nie boi się, że samochód mający 28 lat nagle rozpadnie się na milion części i wybuchnie, co jest ogólnie i powszechnie spotykanym poglądem.

Większość osób nie ma pojęcia co to jest. Zazwyczaj muszę tłumaczyć co, kiedy i dlaczego, jednak nic w tym dziwnego, bo Starleta KP60 nigdy oficjalnie nie sprzedawano w Polsce. Najczęściej spotykam się z reakcją „o mój Boże, ten samochód ma 28 lat i jeździsz nim na co dzień? Przecież to NIEWYKONALNE!". Jednak kiedy pytam dlaczego, zazwyczaj rozmówca nie ma żadnych innych argumentów oprócz takich, że ojciec czy wujek mieli kiedyś Malucha z tego rocznika i on ciągle się psuł. Starlet nie psuje się – to japońska produkcja w każdym calu. Czasem trochę dławi się przy odpalaniu na ciepło, trzeba też dobrze opanować obsługę ręcznego ssania (większość kierowców zapomniała już jak się to robi) i na zimno wciskać gaz bardzo delikatnie, bo można zalać świece paliwem. Jeździ się spokojnie, czwarty (i ostatni) bieg wystarcza od 50 do 120 km/h, a to wszystko przy zużyciu paliwa nawet poniżej 6 l/100 km. Przyzwyczaić się trzeba oczywiście do braku wspomagania kierownicy, ale ten brak i obecność ręcznego ssania to w zasadzie jedyne różnice w stosunku do współczesnych samochodów. Chociaż nie, jest jeszcze jedna: jak wciśnie się gaz, Starlet wchodzi na obroty natychmiast, podczas gdy nowoczesne auto przez długie jak wieczność ułamki sekund oblicza potrzebną w danym momencie dawkę paliwa, bazując na wskazaniach z kilkunastu czujników.

Zawieszenie jest niezwykle miękkie, a auto kołysze się jak statek. O szybkim wchodzeniu w zakręty można zapomnieć, za to niezwykle przyjemnie kruzuje się nim z prędkością 70 km/h przy akompaniamencie klikania popychaczowego rozrządu silnika 2K.

Każda przejażdżka Starletem to przyjemność. Bez oporów jeżdżę nim także na rajdy samochodów zabytkowych, gdzie dla odmiany spotykam się z opinią, że na zabytek jest za młody. Stąd właśnie tytuł: samochód za stary na co dzień, za młody na zabytek, czyli idealny do wszystkiego.

Toyota Starlet KP60.

Lata produkcji 1978-1984
Typ silnika: benzynowy, gaźnikowy, gaźnik dwugardzielowy Aisan, blok i głowica ze stopów lekkich, wałek rozrządu w kadłubie, napęd rozrządu łańcuchowy
Oznaczenie: 2K
Liczba cylindrów: 4
Średnica x skok tłoka: 61 x 72 mm
Pojemność skokowa: 993 cm3
Moc: 45 KM przy 5600 obr/min
Moment obrotowy: 64 Nm przy 4000 obr/min

Napęd: na oś tylną
Zawieszenie: przód - kolumny McPhersona, tył - oś sztywna na wahaczach skośnych

Długość: 376 cm
Szerokość: 152,5 cm
Wysokość: 138 cm
Rozstaw osi: 230 cm
Masa własna: 695 kg
Prześwit: 170 mm
Rozmiar opon: 145 SR13

Prędkość maksymalna: 140 km/h
Zużycie paliwa: 5,6 - 6,9 l/100 km

Inne wersje silnikowe:
3K, 1166 cm3 (KP62), 53 KM
4K, 1289 cm3 (KP61), 65 KM

Tymon (zlomnik.pl)


Opinie użytkowników (0)

Skomentuj

Komentujesz jako Gość.

Anuluj Wysyłam komentarz...